Premiera. Godzina 00:07. Na sali pobudzenie. Strach, frustracja, zaciekawienie. Jaki będzie nowy Bond? Czy będzie taki jak Quantum of Solace? Czy znów zobaczymy agenta jej Królewskiej Mości w realistycznym wydaniu - w świecie kłamstw i brudu?
Nie będę ukrywał, że można było na sali kinowej wyczuć pewne napięcie. Czekaliśmy. Na Bonda. Na tego nowego, złego, którego fani serii (po dwóch ostatnich częściach) się obawiali. Niepotrzebnie. Bond powstał. Wstał po upadku i zaskoczył nas wszystkich. Stary, dobry Bond powrócił.
Od paru tygodni wszyscy fani Bonda bali się. Wokół już 23 części przygód agenta jej Królewskiej Mości urosło wiele mitów i plotek, a sami twórcy co chwilę dolewali oliwy do ognia. I tak widzieliśmy Bonda na olimpiadzie, reklamie piwa, kosmetyków. Jeszcze chwila a 007 zacząłby reklamować lodówki. Pogoń za licencją i pieniędzmi nie podobała się przede wszystkim zagorzałym fanom. Bo jak to tak, bezcześcić legendę w 50 urodziny serii.
By:
Unknown
on: 10/26/2012